Story of one picture


This blog is dedicated to reflections on leadership, business, and technology.
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing
Podcast available at:

What next...

What next...

Tuesday, November 18, 2025

by Aleksander Poniewierski, APConsulting

W technologii istnieje pewna zasada. Co pewien czas następują rewolucje przemysłowe. Żyjemy w czwartej epoce danych. Od 20 lat świat przyspieszył i wyłonił cztery zasadnicze technologie ("wielką czwórkę"): technologię mobilną, chmurę obliczeniową, zaawansowaną analitykę (z AI) oraz internet rzeczy, czyli sensory zdolne do przesyłania danych. Te technologie są konwergentne, czyli współpracują ze sobą i dają wartość jedynie wtedy, gdy istnieją w parach lub trójkach.

Czy były one wcześniej? Tak, były, lecz nie na skalę masową, zarówno w zakresie przemysłowym, jak i komercyjnym. Kiedyś usłyszałem fajne określenie: technologia masowa zastępowalna. Jeżeli technologia nie jest sprzedawana jako indywidualny produkt, to oznacza, że jest ona masowa. Oczywiście kupujemy usługę internetu, miejsce na dane w chmurze czy dostęp do systemów analitycznych, lecz nie po to, aby je mieć, ale po to, aby móc robić na nich inne rzeczy. To taka baza.

Oczekiwanie na kolejną rewolucję przemysłową zazwyczaj jest poprzedzone albo wojną, albo pojawieniem się nowych rynków. Kiedyś to były kolonie, a w czasie pomiędzy trzecią a czwartą rewolucją było to skruszenie żelaznej kurtyny i dostęp do rynku chińskiego. Poprzednie wielkie przejście to I i II wojna światowa, które uruchomiły potrzebę innowacji oraz napotkały łatwość adaptacji.

Świat zmienia się na naszych oczach. Wielki dług, banki spekulacyjne i niepewność geopolityczna powodują, że z jednej strony Wschód wyprzedza cały świat technologicznie, de facto doganiając zapóźnienia, ale równocześnie Zachód nie ma pomysłu na kolejny wielki krok. Rewolucje w zakresie technologii materiałowej, zdrowia i żywności nie są tak spektakularne jak AI, bo wchodzą do naszego życia niepostrzeżenie. Po prostu ich używamy. Wymuszane zmiany gospodarcze związane z troską o klimat czy walką z depopulacją mają wielu przeciwników. Obywatele dostrzegają, że muszą sami ponosić koszty inwestycji. A to nie jest miłe ani popularne.

Pytanie za milion dolarów brzmi więc: Co będzie następną wielką rewolucją? Czy w przeciągu następnych 5 lat będziemy bombardowani czymś nowym, jak to było z technologią mobilną, chmurą, big data czy AI? Czy komputer kwantowy rzeczywiście będzie tym następnym? Pewnie nie w najbliższej dekadzie.

Broń atomowa i energetyka jądrowa dawały przewagę gospodarczą i militarną wybranym. Tu ciekawe jest, jak doszło do tego, że Pakistan jest mocarstwem nuklearnym. Technologia kwantowa jest za daleko, a AI znajduje się na trajektorii bycia technologią powszechną. Kiedyś, za Carrem, mówiłem, że AI nie daje przewagi konkurencyjnej dla biznesu. I dokładnie tak jest. Nierównomierność mocarstwowa USA – Europa – Chiny – Indie w zakresie AI zmusza do wypłaszczenia trendu. Stąd coraz częściej słyszymy o bańce spekulacyjnej. To zabieg celowy, mający zabić przewagę i dominację. Nawet humanoidalne roboty nie przekonują inwestorów, szczególnie po kuriozalnych wystąpieniach nadrabiających zacofanie części naszego globu.

Mam takie przeczucie, że wrócimy do eksploracji kosmosu. I chociaż brzmi to jak science fiction, nie musi koniecznie tak być. Piąta rewolucja musi oczyścić pole szachownicy i przenieść rozgrywkę na inne terytorium.

Droga donikąd. Namibia.

 

No comments yet
Search