Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

W czasie gorączki złota, sprzedawaj łopaty.
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Trendy biznesowe oraz gorączka na rynku działają w cyklach. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że wzajemnie nakręcająca się maszyna marketingu, sprzedaży i innowacji każdego dnia rozpala emocje, szanse i nadzieje.
Taki właśnie cykl obserwujemy dzisiaj. Po wielkich zwyżkach i oszałamiającym sukcesie NVIDIA podczas gorączki kopania kryptowalut przyszedł kolejny wzrost akcji i wartości tej firmy na fali sztucznej inteligencji. Jako że zjawisko jest powszechnie znane, a jego natura doskonale opisana w podręcznikach do zarządzania, nie będę się na nim skupiał. Skupię się natomiast na tych, którzy w tym szaleństwie tracą głowę i obawiają się utraty pozycji na globalnym rynku.
Wszyscy pamiętamy, jak na początku tego wieku firmy telekomunikacyjne, które były niewątpliwie maszynami do robienia pieniędzy (w szczególności telekomy mobilne), borykały się z dwoma poważnymi zagadnieniami. Pierwszym było zarobienie na ekstremalnie drogie licencje na pasma radiowe. Zwrot z inwestycji był kalkulowany na kilka lat. Poza kosztami samej licencji firmy te musiały wydać miliardy na infrastrukturę telekomunikacyjną. Gorączka blue chip wprowadziła kilka nowych terminów do ekonomii opartej na fizycznych zasobach i ich kupnie i sprzedaży. Produkt cyfrowy czy usługa cyfrowa, poza tym, że nie ma fizycznej reprezentacji, to na dodatek ma naturę pasożytniczą. Celowo nie mówię o protokooperacji, gdyż na barkach telekomów firmy sprzedające kontent robiły o wiele większy biznes. W skrócie, telekomy robiły wielkie inwestycje i zadłużały się na potęgę, a firmy software'owe kreowały warstwę aplikacyjną i spijały śmietankę.
Przyzwyczailiśmy się do tego, że wielkie Behemoty, techniczni giganci i odkrywcy technologii stopniowo tracili swoją pozycję i kapitalizację. ICL, IBM, Texas Instruments, czy nawet odmieniana we wszystkich przypadkach NOKIA czy Motorola, znikały z radarów najlepszych pracodawców i himalajów giełdy nowojorskiej.
Dzisiaj obserwujemy powrót do korzeni. Fizyczny sprzęt, własność intelektualna zawarta w układach cyfrowych, czy nowe materiały przyciągają inwestorów. Obecna hossa NVIDIA, czy miliardy inwestycji na firmy budujące komputery kwantowe, wskazują, że mija pewna epoka zauroczenia software'm i aplikacjami.
Czytając analizy rynkowe oraz geopolityczne prognozy, widzimy, że coś się zmienia. I tu pada zasadnicze pytanie: Co będzie kolejnym „the big thing”? Definitywnie AI staje się ketchupem, regulacje dotyczące szeroko rozumianej prywatności zabijają rentowność gigantów platformowych, a czekające nas zmiany w zakresie opodatkowania danych (wymiany i przetwarzania) złamią kręgosłupy do końca i zapieczętują ich los podobny do telekomów.
W Namibii, w Walvis Bay, żyją setki, jak nie tysiące flamingów. Spokojne morze, a na nim dostojnie brodzące w płytkiej wodzie ptaki. Co jakiś czas coś powoduje, że jeden z nich wzbija się do lotu. Za nim, w owczym pędzie (nomen omen), do lotu wznosi się cała gromada. Ciasno utworzony klucz trzepoczących skrzydeł daje wrażenie całkowitego chaosu. Po chwili ptaki przelatują kilkadziesiąt metrów i, jak gdyby nigdy nic, wracają do spokojnego wyławiania robaków z wody, w oczekiwaniu na kolejny zryw jednego z nich. Jest w tym zapewne jakiś sens, ale dla turystów okazja do zrobienia dobrego zdjęcia.
Dedykuję je tym wszystkim, którzy potrafią obserwować i przewidzieć, co się będzie działo za chwilę, i obstawić odpowiedniego ptaka (vide trend czy technologie).




