Story of one picture


This blog is dedicated to reflections on leadership, business, and technology.
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing
Podcast available at:

The ... Ludzie

The ... Ludzie

Tuesday, August 4, 2026

by Aleksander Poniewierski, APConsulting

I na dobre rozkręca się fala. Nie lubimy wszystkiego i wszystkich. Nie lubimy migrantów. Mój krewny, który jest nielegalnym migrantem z lat 80. XX wieku do USA, w soczysty sposób wyraża się o nielegalnych emigrantach jako o złu. Zapytałem go: „Jak to? Przecież sam jesteś migrantem i pamiętasz, jak cię szkalowano i jak ciężko miały twoje dzieci”. Odpowiedział mi, że to były inne czasy i oni byli inni. A ci teraz nie mają prawa. Prawdą jest, że tamte migracje musiały dostosować się do zasad kraju, do którego przyjeżdżały. Jak nie, to tobołek i na lotnisko.

Z wielkim tąpnięciem przestaliśmy lubić wszystko, co amerykańskie i chińskie. W ogóle wszystko, co nie jest polskie. Lecz wciąż ci, którzy najbardziej krzyczą, korzystają z tego zagranicznego. Ba, wielu z nich wciąż posiada firmy z „...EX” na końcu lub nazywa swoje produkty albo usługi… po angielsku. Dlaczego? Ano dlatego, że wygląda to na porządniejsze, droższe. A wtedy Polak kupi.

Wdałem się nawet w taką rozmowę z jednym z właścicieli takiej marki: dlaczego nazwy firm nie mogą być polskie? Zamiast „Marchewka” musi być „Carot”, zamiast „poczta” - „Post”, zamiast „projekt” - „Design”. Po chwili milczenia odpowiedź była rozbrajająca: „Bo komu na świecie coś ta polska nazwa powie? A jak zrobię globalną ekspansję, to będzie trzeba zmieniać nazwę?”. No tak, liczy się wiara w sukces.

Na masową skalę uogólniamy, generalizujemy. Nie lubimy już obciachowych kierunków turystycznych. Wstydem jest Egipt czy Tunezja. To dla plebsu. A to all inclusive to przecież jakiś żart. Syf i pospólstwo. Obciachem jest też nie inwestować w Azję Południowo-Wschodnią. Tanio i jak będzie wojna, można uciec. Dobrze ze jest droga lądowa.

Ale moda na zalewanie wszystkiego trendami swoje apogeum osiąga w spożywce. Po czasie mleka sojowego, migdałowego przyszedł czas na proteiny. No tak, proteiny. I mamy masło maślane. „Power Protein” na wszystkim. Nawet na napojach energetycznych czy kabanosach.

Do tego te wszechobecne (zmienne jak chorągiewka) wynurzenia polityków. Wiadomo, muszą dziewczyny i chłopaki płynąć z prądem, ale jak oni mogą patrzeć się w lustro, mówiąc w poniedziałek, że wchodzimy w strategiczny układ partnerski z jednym krajem, w środę twierdzić, że daje nam to przewagę w świecie, a w piątek mówić, że wpadliśmy w sidła uzależnienia (oczywiście od technologii, bo to teraz nośne). No i oczywiście, że to wina poprzedników.

No i służba zdrowia oraz nauka. To moje ulubione. Wszyscy psioczą i wieszają psy. Ale kiedy są ewaluacje, okazuje się, że nasze uczelnie to sami prymusi na poziomie światowym. Nikt klapsa nie da na otrzeźwienie. A służba zdrowia – poza tymi chytrymi lekarzami – taka najgorsza nie jest. Nie dość, że za darmo, to jeszcze jak ktoś chce się przekonać, jak u nas jest dobrze, niech pojedzie do Wielkiej Brytanii lub Włoch i na SOR sobie posiedzi. Doceni wówczas to, co mamy My.

I tak się okłamujemy, mydlimy oczy społeczeństwu, które traci zaufanie do wszystkiego, co słyszy. Autorytety, powiadacie… Nawet te największe i prawie święte lub świętemu służące w cyniczny i całkowicie odklejony, aby nie powiedzieć arogancki, sposób kpią sobie z ludzi. Tych ludzi.

 

No comments yet
Search