Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

Strata czy brak korzyści
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Wiemy z rozlicznych badań psychologii behawioralnej, że strata boli bardziej niż brak zysku. Kahneman i Tversky w teorii perspektywy (Prospect Theory, 1979) opisywali, że punkt odniesienia jest najistotniejszy w racjonalnej ocenie sytuacji.
Co ciekawe, ludzie nie oceniają swoich decyzji na podstawie końcowego zysku, lecz względem pewnego punktu odniesienia. Przykładowo: jeżeli inwestuję na giełdzie i w całym dniu jestem na zero, lecz widzę istotny spadek jakiegoś z walorów, to właśnie tę stratę przeżywam najbardziej.
W biznesie jest to zjawisko bardzo widoczne. Utracone korzyści bolą o wiele mniej niż zarejestrowane straty. I w tym momencie pojawia się ciekawe zjawisko. Rozmawiałem w tym tygodniu z przedstawicielami pokolenia millenials, których punkt odniesienia znacznie różni się od pokolenia boomers. To jest urocze.
Moje pokolenie racjonalizuje sobie własne osiągnięcia w relacji (punkcie odniesienia) do rodziców. Często słyszymy, że nam jest lepiej, mieliśmy możliwości i osiągnęliśmy własną pracą o wiele więcej. Po prostu mieliśmy szczęście urodzić się w czasie, gdy dana nam była szansa.
Młodzi, którzy pracują od kilku lat, porównując się do osiągnięć swoich rodziców, nie mają już tak prosto. Robią karierę wolniej, odczuwają większą konkurencję oraz co najważniejsze obserwują wokół siebie wielkie nierówności startu. Jedni już coś mieli, inni mieli jeszcze więcej. Motywacja do działania nie jest bynajmniej większa.
Co w związku z tym się dzieje? Pokolenie młodzieży stara się znaleźć usprawiedliwienie dla braku osiągnięć. Mimo że jest im znacznie lepiej (co do zasady) niż nam, mają żal do … braku odnoszonych korzyści. Do tego dochodzi paraliżujący stres dokonywania wyborów (w szczególności tych ryzykownych) i boom, rośnie nam pokolenie sparaliżowane strachem.
„Nie mam szans zostać wspólnikiem w kancelarii. Ja nigdy nie będę bogaty. Nie zostanę ekspertem, bo wszystko się tak szybko zmienia, że nawet jak się nauczę, to nie będzie to potrzebne za 10 lat.”
Podobnie jak w „mysiej utopii” akceptują stan równowagi i są wdzięczni za dobrobyt środka czyli średniego rozwoju.
Ideały, którymi byli karmieni przez polityków i liderów, stają się odległe. Nie walczyli o zmianę, więc nie muszą drżeć na myśl o porażce. Nawet technologia, której opanowanie przychodzi im sprawniej, zaczyna być krucha. Zauważają, że są jedynie użytkownikami, nie kreatorami.
Starsze pokolenie, zszokowane zmianami na świecie, ale wciąż mające 10 czy 15 lat do emerytury, nagle zaciąga lejce. Nie jest już tak odważne w przekazywaniu pałeczki lidera młodym w obawie przed utratą własnego dobrostanu. Nie obiecuje sukcesu, lecz straszy porażką. Nie kreuje wizji efektów za pracę, lecz odracza sukces w imię niepewności sytuacji geopolitycznej.
Efekt jest jeden: liderami politycznymi czy biznesowymi w naszym najbliższym otoczeniu są cały czas te same twarze. Brak jest świeżości w pozytywnym przekazie w zasadzie go nie ma. Na sztandary wchodzą hasła nacjonalistów i populistów, znajdujących słuchaczy w stłumionym nowym pokoleniu „dzieci dobrobytu”.
To się już stało w Europie Zachodniej. I my wchodzimy w ten klimat. Na przeciwnym biegunie mamy Indie, Afrykę, czy wymieniane przez wszystkie przypadki, Chiny. Tam dalej obowiązuje zasada K&T.




