Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

Sprint do Meta'y
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Od kilku miesięcy na moich blogach analizuję, kpię i uwypuklam kilka widocznych na pierwszy rzut oka spraw w naszym technologicznym świecie. Ślepa uliczka, w którą zapędziły się wielkie grupy inwestorów, bańka AI i paniczne poszukiwania sposobu na monetyzację. Balansowanie na granicy etyki albo już ją przekraczające sposoby zarabiania na SCAM-ie. Otwierane szeroko oczy ze zdziwienia, że AI (przepraszam, SI) łączy kropki szybciej niż ludzie i włamuje się na witryny czy do systemów informatycznych agencji rządowych. Wieszczony armagedon, śmierć i koniec ludzkości...
A tu nagle pojawia się nowa odsłona Labubu, Tamagoczi i tego, czego segment pokolenia sieci społecznościowych najbardziej potrzebuje i pragnie.
Zobaczcie, jakie to jest cudowne. Możesz zrobić sobie własnego personalnego asystenta. Bez lagów. Bez ekranu. Przy kluczach. Do tego lekkie okulary VR i okulary bez kamery, ale z rewelacyjnym dźwiękiem.
Aby zrozumieć, jak te chłopaki i dziewczyny z Meta myślą (a myślą srogo), przykład wykupienia (zapewne sowitego przepłacenia) kapeli MUSE (bardzo ją lubię), która, aby nowy wspaniały świat Zucka nie był niczym zaburzony, postanawia zmienić swoje konta i hashtagi z muse na museband. Tak, żeby się nikomu czasem nie pomyliło.
I pokolenie lat 2010 i kolejnych zostało (i jeszcze bardziej zostanie) złapane w pułapkę cyfrowego niewolnictwa. W 2019 roku w mojej książce „SPEED”, w jednym z PoV, twórca iTunes opisywał, co jest wyznacznikiem sukcesu cyfrowego trendu. Powiedział, że znalezienie patternu i zbudowanie zapadki typu lock-in. Jak to działa w streamingach, wiemy: 90% royalty do właściciela platformy, drobne do twórcy. I właśnie w ten model idzie Meta ze swoim Muse. Dzisiaj twórz, baw się, buduj gąszcz nowych typów relacji i społeczności... a jutro (co zapowiedział) weźmiemy z tego frakcję przychodów. 10% może 20%, ale od wszystkich. Taki podatek liniowy od każdego. Bez względu na terytorium, bez względu na sposób użycia.
Już nie żyjemy z reklamodawców. Żyjemy z % cyfrowego tlenu, który będziesz zużywał- "dear user".
Jestem pewien, że ekosystem Meta będzie promował tych, co mają „brelok”. Lepsza widoczność na Instagramie, lepsze pozycjonowanie. Kiedyś się mówiło: jak cię nie ma w internecie - nie istniejesz. Teraz będzie: jak nie masz agenta, nie ma cię w internecie, co jest tożsame z tym, że nie istniejesz.
Piękny twist monetyzacji. Wiedzą, że ściganie się na kolejne wersje modeli LLM kompletnie nie ma sensu. Co z tego, że model połączy kropki i rozwiąże problem milenijny. Nie o to chodzi. Chodzi o to, aby zbierać żniwa. Strzyc owce lub, jak kto woli, dawać rozrywkę, edukację, społeczną (cyfrową) tożsamość i najważniejsze (czego my, starzy, kompletnie nie doceniamy): personalizację.
Możliwość bycia wyjątkowym i odróżniającym się od innych, ze swoim asystentem 24/7/365, czyli o jakieś 50% więcej niż z rodzicami lub znajomymi.




