Story of one picture


This blog is dedicated to reflections on leadership, business, and technology.
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing
Podcast available at:

Skąd on się wziął...

Skąd on się wziął...

Wednesday, June 17, 2026

by Aleksander Poniewierski, APConsulting

Czasami zastanawiasz się, jak to jest możliwe, że człowiek, z którym rozmawiasz, zajmuje tak wysokie stanowisko. Rozmawiałem dziś z Krzysztofem Piątkiem i postanowiłem podzielić się pewną refleksją. Muszę być dobrze zrozumiany – nie chodzi mi o to, że Krzysztof jest podmiotem lirycznym, lecz o to, że rozmowa z nim była inspiracją.

Staje przed tobą dyrektor generalny, szefowa sprzedaży lub ważny regionalny szef szefów. Dwa słowa, a ty już wiesz, że to nieporozumienie. Nieprzygotowany, niezorientowany, traktujący cię bez szacunku lub po prostu opowiadający kompletnie nierelewantne historyjki.

Inny przykład, z wczoraj, ale mający u podstaw ten sam schemat. Pojechał Bąkiewicz do Berlina na zadymę. Zaczął śpiewać z kolegami „Rotę”, ze szczególnym naciskiem na słowa „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”. Dostał po nosie od policji. I słusznie. Ale jego środowisko polityczne, które jeszcze kilka dni temu oburzało się na „nieeleganckie” zachowania Ukraińców, broni go w zaparte. Nawet gdy, jak pisze „Gazeta Wyborcza”, Jarosław Kaczyński mówi o zagrożeniu „wbicia noża w plecy naszego narodu” przez niemieckich sąsiadów a Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta o "niedopuszczalnym zachowaniu policji". Na boga.

I jedni, i drudzy oraz ich bezpośrednie otoczenie nie rozumieją, że budowanie przekonania o nieomylności i racjonalności swojego działania na podstawie „korporacyjnych” czy – w drugim przypadku – politycznych klakierów jest drogą do porażki. Z obawy przed konsekwencjami lub zwykłego lizusostwa ludzie u władzy wpadają w pułapkę „boskości” lub „braku samokrytycyzmu”. Kiedy pytają lusterko o to, kto jest najpiękniejszy na świecie, odpowiedź brzmi: „Ty”.

I tak, w miłej atmosferze, pogrążają się w swojej bańce. Drukowane gazety, preparowane sondaże czy wykresy zadowolenia konfrontowane są z „people pulsem” anonimowego tłumu. Pewnego dnia nadchodzi dzień otrzeźwienia i jak spadający liść w listopadowe, pochmurne popołudnie dostajesz w twarz. A boli okropnie. I pojawia się pytanie: „Ale jak to? Przecież... Dlaczego? Szubrawcy... Nie rozumieją, co dla nich zrobiłem”.

Na rynku pracy lub w polityce co pewien czas przychodzi moment: sprawdzam. Wielcy sprzedawcy czy szefowie firm zostają zwolnieni i nie mogą znaleźć następnej posady. Przez pewien czas naiwnie myślą, że to otoczenie jest przeciwko nim, nie dostrzega geniuszu lub czuje zagrożenie. Ale nie widzą swojego irracjonalnego zachowania z przeszłości, żeby nie powiedzieć – arogancji. Gdy dociera to do nich, jest już za późno.

Kto pracował w sprzedaży, doskonale wie, o czym mówię. Agresywny, wszystko wiedzący klient. Gdy role się odwracają – potulny i lizusowaty ratlerek.

A jeszcze ta „Rota” Konopnickiej: „Podnośmy czoła dumne”. I to ważne, ale nie jedynie w czasie upadku. Zawsze, aby wstydu nie było za tych korporacyjnych „leadów” czy „partyjnych lizusów”. Zawsze z dumą i w spójności ze sobą.

 

 

No comments yet
Search