Story of one picture


This blog is dedicated to reflections on leadership, business, and technology.
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing
Podcast available at:

Prowizorka

Prowizorka

Tuesday, June 30, 2026

by Aleksander Poniewierski, APConsulting

Łatanie zawsze się źle kończy. Dziura w oponie: zakładasz kołek czy łatkę i już do końca życia opony jeździsz w strachu. Pękła rura: zaklejasz ją srebrną taśmą. Po jakimś czasie woda przecieka. Pracownik chce odejść, więc w akcie desperacji podnosisz mu pensję. Po kilku miesiącach odchodzi.

Projektując jakiś system, oczywiście nie możesz przewidzieć wszystkich problemów, jakie się pojawią. System działa niezgodnie z założeniami, psuje się lub po prostu staje się przestarzały. Reforma zawsze jest kosztowna. Ale jedynie ponowne, systemowe przemyślenie i wprowadzenie w całości nowego rozwiązania minimalizuje ryzyko.

Najgorsze, co może zrobić lider, to pozorne działania, które uspokajają chwilowy bunt. Oczywiście nawiązuję tu do służby zdrowia, która prawie na całym świecie w swojej publicznej formie kuleje. A kuleje, bo gdy była wprowadzana, obowiązywały inne założenia. Kuleje, bo przez lata przylepiano liczne łatki i spinano wszystko trytytkami. Ale nie ma odważnego, który powiedziałby, że trzeba to zmienić, i podjąłby się tej zmiany. To samo dotyczy ubezpieczeń społecznych czy wszelkiego rodzaju przywilejów. Socjalne pompowanie pieniędzy do systemu nie rozwiązuje problemów, a jedynie nakleja łatkę na łatkę.

Najgorsze jest to, że po wielu latach nie ma już sposobu na naprawę. Jedyne, co pozostaje, to pudrowanie niezadowolenia i ogłaszanie przejrzystości.

Historia uczy nas, że potrzeba radykalnego aktu, wojny lub powszechnego kryzysu gospodarczego, aby przebudować wszystko na nowo. Koszty wpisać w traumę i z zamkniętymi oczami ciąć. I znowu po pewnym czasie system zawodzi, bo nowy projekt został prowizorycznie zabandażowany.

Jednym się udaje, innym nie. A że zagadnienie jest bardzo skomplikowane, nikt nie wie, dlaczego Polsce udało się zostać czempionem gospodarczym, a innym krajom bloku postkomunistycznego nie. Czy mieliśmy społeczne przyzwolenie na reformy? Czy wyrozumiały i skromny naród? A może po prostu szczęście. Fakt jest taki, że w wielu obszarach gospodarczych nakładane łatki jeszcze trzymają wodę. Ale stopniowo puszczają. W USA po stu latach dominacji światowej wewnętrznie pęka system. Wystarczy pojechać do mniejszych miast i zobaczyć, jak wygląda sytuacja. Europa Zachodnia podobnie. Za chwilę tygrysy azjatyckie będą zmagały się z podobnym problemem.

W ostatnich kilku dekadach następuje lawinowe rozwarstwienie społeczeństwa na bogatych i skrajnie biednych. Majątki tych pierwszych są na tyle duże (i nie mówię tu o ultrabogatych), że nie czują oni strachu przed zmianami. Co więcej, dadzą sobie radę nawet wtedy, gdyby odebrano im wszystkie przywileje. Ci drudzy są uzależnieni od systemu. Czują niesprawiedliwość i nie widzą nadziei. Każda iskra niesprawiedliwości wznieca pożary, a opozycja obiecuje poprawę sytuacji po wygranych wyborach. Oczywiście nic nie może zrobić, bo nie ma magicznej różdżki. I cykl się powtarza, z nowymi aferami i nowymi pękniętymi łatkami.

Do głosu dochodzą radykaliści. Koleżanka poleciła mi film „Rocznica” Jana Komasy. Czarny scenariusz, trochę wzorowany na rewolucji francuskiej i ruchu NSDAP po zakończeniu I wojny światowej. Kiedy słucham radykałów w telewizji, czuję, że to może być kolejna „prowizorka”, WD-40 czy łatka na obolały organizm. I to mnie przeraża.

 

No comments yet
Search