Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

PO CO - CO - CO PO?
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Minęło już ponad 10 lat od mojej wizyty w Etiopii. Było to moje marzenie – zobaczyć ten nigdy nie skolonizowany kraj. No, może poza krótkim epizodem z obecnością Włochów. Dolina Omo, gdzie endemiczne plemiona żyją jak przed setkami lat, zamieniając jedynie luki na AK-47 i dzikie zwierzęta na turystów, nadmiernie czujących się pewnie na ich terytorium; przez mało interesujący środkowy pas kraju do cudownych kościołów Tigraju, Lalibela i gór Siemen.
To, co mnie przyciągało w ten rejon świata, to kultura i różnorodność. Czarnoskórzy Żydzi, koptyjscy księża żyjący całe swe życie w odosobnieniu jaskiń budowanych na szczytach gór. Ludzie żyjący w harmonii z naturą oraz kawą.
Opowieść jak z blogu podróżnika lub nawiedzonego misjonarza. Tak mogłoby być, gdyby nie wojna o wodę. Etiopia miała w swojej historii rozmaite perypetie terytorialne ze swoimi sąsiadami. Jednym z najkrwawszych i zapewne najbardziej kontrowersyjnych był spór o Erytreę. Kilkanaście lat temu rozpoczęto budowę tamy GERD, która ma dostarczać Etiopii elektryczność (największa tama w Afryce), ale równocześnie ograniczać zasoby wodne dla Egiptu i Sudanu. Negocjacje trwają już od wielu lat z udziałem ONZ, USA i Chin. Sprawa nie jest rozwiązana.
Jeśli pomyślimy o tym w kategoriach demograficznych, to od tej jednej inwestycji zależy los ponad 300 milionów ludzi. Mało kto o tym mówi na Zachodzie. Pewnie, posiadając technologię chińską, mogliby postawić kilka elektrowni soczewkowych (lustrowych) i byłoby po temacie. Ale nie ma chętnych do inwestowania, bo Etiopia nic nie ma. I do tego punktu zmierzam. Czy to wyjątkowa waleczność Etiopczyków spowodowała brak kolonizacji, czy może po prostu nie było po co kolonizować? Po 2010 roku, na przeciwległej stronie kontynentu, zaraz po wojnie domowej w Angoli, zjawili się wszyscy, aby pomagać. Bo Angola ma ropę i diamenty. Etiopia nie ma nic.
Tim Marshall w książce Więźniowie geografii fenomenalnie tłumaczy między innymi ten paradoks. Pisze on o tym, dlaczego Polska jest w tak kiepskiej pozycji (korytarz wschód-zachód), dlaczego Chiny i Indie nie toczą wojen kinetycznych itd. Okazuje się, że mapa świata wyznaczona jest przez lądy i oceany. Każdy to wie lub intuicyjnie czuje. Ale warto się czasami zastanowić, mówiąc o potencjalnych konfliktach, blokadach lub sojuszach, jaką rolę odgrywa położenie danego kraju.
I niech nie będzie dla nas zaskoczeniem, gdy głowa państwa Pakistanu gloryfikuje dokonania szefa USA, czy gdy oklaski otrzymuje oskarżony o ludobójstwo jeden z drugim przywódca terytorium. Pewne obszary są strategicznie istotne, inne strategicznie źle położone, ale polityka to sztuka (podkreślam) – sztuka podlizywania się i kłamania. Nie jest dobrym (mądrym) politykiem ten, który obraża się sam lub obraża innych bez strategicznego planu.
Potulne cielę dwie matki ssie. Haile Selassie, który uciekał z Etiopii przed okupacją Włochów i rządami Mussoliniego (to właśnie ta pięcioletnia kolonizacja, o której pisałem wcześniej), wrócił do Etiopii, by nią rządzić do 1974 roku. Kontrowersyjny i przesadnie wyrazisty (jak opisywał go Kapuściński w Ostatnim cesarzu), wygłosił słynne przemówienie w Lidze Narodów, pokazując silnym, że jest potulny, a słabym, że jest zdeterminowany. I nie na odwrót.
Zdjęcie dziewczynki z Harar, czwartego najistotniejszego miejsca kultu muzułmańskiego na świecie. Etiopia to jedno z najbardziej zdywersyfikowanych religijnie państw na świecie.




