Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

Normalność czy szczęście?
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Byłem wczoraj na „Dom dobry” Smarzowskiego. Myślę, że przez kolejne tygodnie pojawi się bardzo dużo analiz, recenzji i odwołań do tego filmu. Jest bardzo dobry. Kiedy wyszliśmy z moją żoną z kina, zgodnie powiedzieliśmy do siebie, że „mamy szczęście”. Film ten jednak, poza licznymi refleksjami, zostawił we mnie pewne pytanie: czy to jest szczęście, czy normalność?
Przecież patrząc na sceny nie tylko przemocy, ale i otoczenia, które wymusza pewne zachowania oraz toleruje inne, wydaje się, że takie sytuacje to patologia. Z drugiej jednak strony dlaczego uważamy, że jesteśmy szczęściarzami, że nas to nie dotyka?
Pewne stereotypy (negatywne) w życiu codziennym czy zawodowym uważamy za normalne nawet jeśli takie nie są. Przemoc, szczególnie ta psychiczna, ma bardzo cienką granicę z „normalnością”. Klaps nieposłusznego dziecka w sklepie w latach 80. czy 90. odbierany był jako czyn wychowawczy. Upokorzenie (choć nie nazywane w ten sposób) słowem „nie dasz rady” było powszechnie uznawane za dobrą radę. „Mierz siły na zamiary” przecież uczono nas na lekcjach polskiego, że to prawidłowa i mądra postawa. W tym samym czasie na Zachodzie dopingowano: „Dasz radę!”.
Wyśmiewaliśmy amerykańskość i to, że nastolatkowie w USA dostają puchary jedynie za pojawienie się na szkolnych zawodach. Słynne „good job” traktowane było i chyba wciąż bywa jako „lasowanie mózgu” w stylu Amwaya. W naszej kulturze coraz częściej mówimy o tolerowaniu porażek. Ale nie w sposób motywujący, tylko niestety pobłażliwy. Dobry pan mało bije.
Kilka lat temu byłem na Seszelach. Przepiękny hotel z wyjściem z pokoju na plażę. Przed naszym oknem rozłożyła się ekipa z Azji Centralnej szampany, kawior, muzyka z głośnika. Brakowało tylko szabel do otwierania trunków, ale zastąpiono je śpiewami. Balanga na całego. Zgłosiliśmy to do recepcji, że przecież to nasze wyjście, a jest okupowane przez „bogatych” turystów. Nic z tym nie zrobiono. Po kilku godzinach i kilku bucketach szampana doszło do rękoczynów. Niezadowolony „pan” zdecydował się odcisnąć kształt swej dłoni na pośladkach partnerki. Że dłoń była duża, a efekt niezadowalający, postanowił kontynuować swe dzieło na jej policzkach. Krzyk i lament. Obsługa hotelu, w towarzystwie ochrony, rozgoniła towarzystwo. Kolejnego dnia przyglądaliśmy się tej parze podczas śniadania na stole kwiaty i plonsy naszego „tatuażysty” wokół partnerki. My tylko patrzyliśmy nie zrobiliśmy nic :(
Przyzwolenie po każdej ze stron.
Czym więc jest normalność? Czy może normalność jest szczęściem sensu stricto?
U Smarzowskiego jest świetny tekst prawniczki, która przedstawia dowody i mówi: „moja klientka wstydziła się je ujawnić”. Wstydzimy się, gdy coś nas krępuje. Wstydzimy się, gdy czujemy, że to my robimy coś złego lub że będzie to ocenione jako złe przez otoczenie. Wyśmiewane, odbierające nam godność.
Kult „sześćdziesiątek”, kult trzymania języka za zębami, kult załatwiania spraw „we własnym gronie”. Ach, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia jako społeczeństwo.
Na koniec taka mała refleksja: dostałem pasem od rodziców, gdy miałem 8 lat i przepuściłem pieniądze ze skarbonki w salonie gier. Wiele razy wspominałem to z moją mamą. Powiedziała mi pewnego dnia, że po prostu byli bezsilni i nie wiedzieli, jak do mnie mówić.




