Story of one picture


This blog is dedicated to reflections on leadership, business, and technology.
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing
Podcast available at:

Nie wiem… ale się wypowiem.

Nie wiem… ale się wypowiem.

Friday, November 14, 2025

by Aleksander Poniewierski, APConsulting

Kiedy celebryci, chcąc być elokwentnymi, przytaczają słowa „Praca czyni wolnym”, aby podkreślić, że takie motto zachęca ich do intensywnego wysiłku, można uznać, że są kretynami. Kiedy ministerstwo finansuje przez programy edukacyjne dla fundacji (Chaber Polski) środki na zwalczanie przemocy w sieci, a ta fundacja zaprasza na konferencję jednego z najbardziej rozpoznawalnych antywzorów, można to zrzucić na karb niemożności kontrolowania szczegółów. Ale kiedy na owej konferencji siedzą w panelu eksperckim dwaj wiceministrowie udający ekspertów i wyznaczający nam kanon działań w zakresie ochrony naszych pociech przed zagrożeniami płynącymi z internetu, którzy nie mają zielonego pojęcia, z kim siedzą przy stole… to jest KOMPROMITACJA.

W swojej książce „Nie bądź naiwny” napisałem kilka zdań o wszelkiego rodzaju panelach eksperckich, w których zasiadają ludzie mający stanowiska, ale niemający wiedzy i doświadczenia. W delikatny sposób napisałem, że jest to bardzo niewłaściwy trend. Ale zmieniam zdanie to jest przestępstwo.

Posłowie ustanawiający prawo dotyczące kryptowalut i nowoczesnych technologii, którzy nie mają pojęcia o tych zagadnieniach, mylą nazwy technologii, a samych technologii nigdy nie używali, są szkodnikami. Sterowanymi przez lobbystów lub grupy wpływów. Wiceministrowie mówiący o przemocy w sieci, którzy nie widzieli nigdy w życiu patostreamu na TikToku czy Discordzie, są niewiarygodni (aby powiedzieć delikatnie). Stanowią ozdobę na stole, zwaną kiedyś karafką, wazonem lub dosadniej dzbanem.

Brałem kiedyś udział w panelu o zagrożeniach w sieci. Myślę sobie: panel ekspertów, więc postaramy się (jako eksperci) przedstawić licznej publiczności, która mogła nie mieć styczności z procederem, jak to wygląda. Zaproponowałem (zaznaczam, bez przygotowania), że odegramy spektakl przypominający „lajfa”. Zacząłem więc odpytywać po kolei ekspertów w stylu i narracji standardowego life. Po minucie zorientowałem się, że ani jeden (przepraszam, poza jedną dziewczyną, studentką) z ekspertów nie miał pojęcia, o czym mówię i co staram się naśladować. Co więcej, byli oburzeni, że im przerywam, krytykuję lub uszczypliwie dogaduję. Gdy skończył się panel, wszyscy się na mnie obrazili. W swoim gronie zgodnie skrytykowali sposób prowadzenia panelu, a organizator nie ukrywał niezadowolenia. Byłem załamany. Jak można zgodzić się na formułowanie rekomendacji, nie wiedząc nic o rzeczywistości?

Pewne rzeczy można brać na logikę. Można poopowiadać o własnych doświadczeniach na spotkaniu kółka szydełkowego. Można przedstawiać własne zdanie na temat jakości kuchni koreańskiej czy arabskiej po wizycie na wakacjach w kurorcie. Można dzielić się swoimi wrażeniami po wycieczce do Paryża lub wizycie w muzeum u cioci na urodzinach. Ale stanowczo nie można wypowiadać się ekspercko o rzeczach, na których się nie zna. Nie można zaakceptować eksperta, który nie rozpoznaje antybohatera. Nie można firmować stanowiskiem czy autorytetem bredni.

Przepraszam z góry za to porównanie, ale to jakby była konferencja prasowa „stop narkotykom”, i wśród 10 ekspertów, którzy mówią, jak to jest złe, jak z tym walczyć, siedział Pablo Escobar. Przykład dość celowy, bo gdy kandydował na prezydenta Kolumbii, otaczający go ludzie ci, którzy wiwatowali na jego cześć byli skrajnie skorumpowani, a byli to sędziowie czy ministrowie. Wstyd.

Niestety bardzo potrzebna rzecz dla naszych dzieci z powodu niekompetencji zostanie teraz zamiatana pod dywan i na kolejnej konferencji już nikt nie będzie chciał lub mógł się pokazać. Problem będzie niemedyalny, niewygodny… a proceder będzie się rozwijał. Na marginesie tylko powiem, że ow yStifler, o którym mowa, jest współwłaścicielem agencji influencerów. Zapewne rzekę złota przynoszą mu współprace promujące innych patocelebrytów. Nawet na pewno.

Smutek, smuteczek, smutunio „żadna się nie oprze moim tatuażom”, jak mówił Stifler w Warsaw Shore. Wystarczy, że jestem.

Zdjęcie z Communa 13 w Medelin, dla zobrazowania sytuacji.

No comments yet
Search