Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

Mydlenie oczu, Tick the Box i łoszing
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Każdy wie, że będąc pod prysznicem, łatwo włożyć sobie mydło do oka. Piecze. Oczy łzawią i w pośpiechu człowiek stara się przemyć je wodą. Przez chwilę wszystko, o czym myślimy, to jak wyciągnąć żrącą substancję. Nic nie ma znaczenia - byle prędzej. Potocznie „mydlenie oczu” to stan, w którym piecze okropnie, a my oczyma wyobraźni rysujemy sobie wyobrażenie otaczającego nas świata. Trochę po omacku, z pamięci, staramy się wybrnąć z kłopotliwej sytuacji.
Na przeciwnym końcu powiedzeń z serii jak radzić sobie w stresowych sytuacjach jest działanie typu Tick the box. Chodzi o to, aby zrobić cokolwiek, co zostanie uznane za realizację zadania. Po prostu odhaczamy i już. Nikt nie powie, że nie zrobione. Ale jak, to już nie jest istotne. Dzieci często sprzątają swój pokój i już po 5 minutach od wydania komendy przez rodziców informują: „Już skończone!”.
W codziennym świecie te strategie są bardzo popularne. W przypadku wielkich spraw o znaczeniu pokoleniowym inteligentni politycy czy menadżerowie wpadli na jeszcze jedną strategię: washing. To takie PR-owe zagranie wielkiej finezji i skrupulatnie przygotowane. Okazuje się, że wystarczy dużo o czymś mówić, aby wszyscy uwierzyli, że się dzieje. Spotykamy to często i gęsto w przekazach medialnych.
Łoszingi są tak sezonowe jak koncepcje populistycznych partii politycznych. Mieliśmy już greenwashing, ecowashing, genderwashing. Teraz przyszedł czas na suwerenny washing. Suwerenność technologiczna, militarna, naukowa czy local content (swoją drogą, dlaczego po angielsku?). No wszystko fajnie, ale o co chodzi?
A chodzi o to, że trudno bezpośrednio powiedzieć: „Hej, chłopaki i dziewczyny - bredzicie”. No bo powiedzą, że jesteś onuca. Ładnie się to słowo prezentuje, więc mówiący je wygląda mądrze. No i patriotycznie. A ile wart jest dobry patriota, wiedzą dziś wszyscy.
Łoszing jest tym większy, im więcej mądrych głów i publicznych autorytetów o nim mówi i go popiera. Łoszing działa do następnego łoszingu. Szybko się wymydla, więc trzeba być czujnym, aby nie wypalić z niemodnym hasłem.
Wracając jeszcze na chwilę do suwerennego łoszingu, bo ja się gubię. Jak bardzo on ma być suwerenny? W 100% czy w 80%, a może w 60%? Kiedy będzie OK? Czy jeżeli będziemy skręcali suszarki z chińskich czy wietnamskich podzespołów, ale w Kutnie czy Radomiu, to będzie OK? Czy może wystarczy, jak zrobimy joint venture z producentem i w Zabrzu będzie biuro handlowe (zwane przedstawicielstwem)? A może wystarczy, że będziemy kupowali z Niemiec czy Francji, tam skręcane, ale z logo EU? A może warto przywołać czasy RWPG i podzielić się regionalnym i czasowo zaprzyjaźnionym local contentem (jak to mówi się na salonach)?




