Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

Mało mnie rusza
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Korupcja była, jest i będzie. Walka z korupcją jest prosta, ale się nie opłaca. „No to się zacznie” powiedział zając przy barze w słynnym kawale… „Nie mam pana płaszcza i co mi pan zrobi…?”
W tym wszystkim najsmutniejsze jest to, że w zależności od narracji albo wierzymy, że ktoś zrobił przekręt, albo nie. Czasami czujemy złość nie na sam fakt, lecz na bezczelność narracji. Czasami bezsilność sytuacji doprowadza nas do szału.
Dan Ariely w pracy „The (Honest) Truth About Dishonesty” pisał, że większość ludzi trochę oszukuje. Czasami czuje się winna. Większość ludzi boi się kary. Zauważył, że większość nie oszukuje „na maksa”, bo chce o sobie myśleć jako o uczciwym człowieku. Co więcej, poziom ich „zgnilizny” zależy od otoczenia, w którym się znajdują. I wcale nie chodzi o to, czy wokół ludzie kradną czy nie chodzi o to, co jest moralnie akceptowalne przez nich samych.
Ciekawym paradoksem opisywanym przez niego jest odległość od pieniędzy. Im dalej są one od nas (czyli gdy akt nie wiąże się bezpośrednio z pieniędzmi), tym łatwiej jest robić zło. Czyli za przysługę, za jakąś korzyść w przyszłości. Jeszcze ciekawsze jest to, że ludzie starają się zważyć czyn. Np. gdy zabiorę „orzeszek” w sklepie i go zjem, to czuję, że nie robię nic złego. Gdy wypiję puszkę napoju i odstawię pustą na półkę czuję, że jest coś nie tak (samo „zacieranie śladów” podnosi poziom adrenaliny). Ale wynieść ze sklepu rower to już kradzież.
Ariely pisze jeszcze o jednym fenomenalnym, moim zdaniem, aspekcie usprawiedliwieniu. A właściwie samousprawiedliwieniu: „Przecież im to już niepotrzebne…” „Przecież mają tak dużo…” „Przecież to by leżało i się zniszczyło…”
Czy każdy jest podatny na korupcję? Czy każdy w specyficznych warunkach korumpowałby innych? Odpowiedź jest oczywiście twierdząca. Transparency International publikuje raporty o poziomie korupcji w państwach ONZ. I wcale nie jest tak, że najmniej skorumpowane są najbogatsze państwa. Najmniej skorumpowane we wszystkich dyscyplinach są te, w których korupcja i złodziejstwo są uznawane za niegodne. Potępiane. Piętnowane. Gdzie nie ma przyzwolenia na oszustwo.
W państwach, gdzie drobne oszustwa uznawane są za przejaw „radzenia sobie” czy nawet życiowej zaradności, ten rak kwitnie. „Teraz my, ale nie egzekwujemy, bo po nas oni i żeby czasem nie dać im przykładu do naśladowania.”
Mój ulubieniec, Lee Kuan Yew pierwszy premier Singapuru w swoim manifescie, poza merytokracją i edukacją, kładł nacisk na walkę z korupcją. Korupcja jest tam jawnie piętnowana i bezprecedensowo tępiona. Bo ryba psuje się od głowy a ta rybacka wyspa wiedziała, że jeśli chce stworzyć państwo prawa, musi pielęgnować róże i wyrywać chwasty (i wcale nie napalmem), poprzez piętnowanie złych zachowań.
Symbolem bogactwa narodów jest transparentność ich wartości. Dlatego na witrynach najlepszych jubilerów pokazywane są egzemplarze, których nie można kupić. One są symbolem statusu. Nikt nie pokazuje bubli, pisząc, że wszystko jest z nimi ok.




