Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

Grzech zaniechania
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Prawda stara jak świat. Jak nic nie robisz, nic nie możesz zepsuć. Ale czy na pewno jest to prawdziwe w dzisiejszym świecie? Inna prawda mówi, że jak nie idziesz do przodu, to się cofasz. Działa, gdy jesteś skierowany pod prąd. Ale wielu liderów ustawia się z biegiem i po prostu niesie ich nurt. Gdy mają szczęście i jakimś trafem załapali się na dobre wiatry, bardzo głośno oznajmiają swój sukces światu.
Potrzeba sporo czasu, aby dostrzec, czy brak działania jest grzechem zaniechania. W czasie euforii rewolucji cyfrowej przytaczane były przykłady firm, które przez grzech zaniechania straciły swoją szansę i wypadły z rynku. Kodak jest flagowym przykładem.
Zaniechanie lub może raczej brak odwagi albo podejmowania ryzyka innowacji (patetycznie) lub rozwoju (pragmatycznie) jest bardzo powszechnym zjawiskiem. Więcej liderów nie robi zmian niż tych, którzy są skłonni do ich przeprowadzenia. W biznesie widać to jak na dłoni. Ci, którzy nie są głodni, nie ryzykują. Ci, którzy są „na musiku”, są bardziej brawurowi i aktywni. Szczególną grupą są ci, którzy nie wiedzą, że „nie można”, i po prostu robią rzeczy, których inni baliby się rozpocząć. Słynne porównanie do trzmiela, który gdyby wiedział, że ma za małe skrzydła, aby latać, nigdy by się nie wzbił w powietrze.
Są jednak sytuacje, gdy zaniechanie jest większym grzechem niż nieudana próba realizacji. Dotyczy to strategicznych działań zapewniających przetrwanie. Gdy oczywiste jest, że pewne surowce się skończą lub nastąpi zmiana zasad gry, liderzy są odpowiedzialni za podjęcie działań prewencyjnych. Ich niepodjęcie powinno być (niestety nie jest) karane z największą mocą. Przykład to politycy, którzy gęsto tłumaczą się z klęsk żywiołowych. Wiadomo, że na pewnych obszarach wylewa rzeka wcześniej czy później musi. Gdy przychodzi klęska żywiołowa, w akcie desperacji podejmują działania zaradcze. Ale to oni lub ich poprzednicy są odpowiedzialni za zaniechania. Niestety, nie są z tego nigdy rozliczani.
Pamiętamy błędne decyzje, ale nie zaniechania podejmowania decyzji. Mimo że w codziennym życiu jesteśmy bardzo przewrażliwieni na punkcie zaniechań. Mama mówi do syna: „Ale pamiętaj, zabierz wodę do picia, abyś miał na podróż”. Nie zabrał i jest afera.
Niedawno widziałem na LinkedIn dyskusję na temat tego, że mało która firma czy administracja jest przygotowana na ataki cybernetyczne na systemy OT/ICS. Jako że jestem pionierem tego tematu w naszym kraju, mogę z czystym sumieniem mówić, że od ponad 15 lat o tym grzmię. I pamiętam, jak (poza jedną firmą w naszym kraju) patrzono na mnie jak na wariata, który opowiada banialuki o tym, że można zrobić blackout energetyczny lub katastrofę komunikacyjną. Mało kto cokolwiek z tym robił lub robił działania typu „tick the box”.
Bezpieczeństwo operacyjne i techniczne jest szczególnym obszarem, gdzie zaniedbania nie wychodzą na wierzch do czasu, gdy nie stanie się katastrofa. Nie widać, więc nie boli. Ale jak już zaboli, to nie da się skutecznie działać. To jak z rakiem jelita grubego czy płuc. Nie boli, więc zaniedbuję. Nie badam się i nie sprawdzam. Gdy zaczyna boleć, jest już zazwyczaj za późno.
Podobnie jest z edukacją. Tą systemową, od szkoły podstawowej aż po odpowiednie dofinansowywanie nauki. To będzie nas bolało. Bezpieczeństwo i kontrola w internecie. Wolna amerykanka zaboli nas i to bardzo. I wreszcie, o czym pisałem niedawno, brak strategicznego rozwoju dla gospodarki. Myślę, że to najbardziej nas zaboli.
W biznesie każda szansa na nowy biznes (ang. opportunity) rozpatrywana jest w kategorii ryzyka. Każde doniesienie o zagrożeniach (ang. threat) analizowane jest pod względem wpływu na utrzymanie biznesu. Żartowałem (:) nie w każdym biznesie. W biznesie, w którym właściciel czy lider czuje się odpowiedzialny za konsekwencje i za ten biznes. Jeżeli jest jedynie „tymczasowym najemnym pracownikiem”, wie, że za porażkę go ukarzą, ale zaniechania nie udowodnią. Ot taka prawda i smutna konstatacja.
Chodząc po europejskich miastach mających historię, we Włoszech czy we Francji, widać wspaniałe budowle. Turyści przyjeżdżają i zachwycają się katedrami. I słusznie. Gdyby ich twórcy nie mieli odwagi, wizji lub po prostu ambicji zbudowania czegoś wielkiego, nie byłoby nas tam. I warto zrobić takie ćwiczenie: dlaczego nie jedziemy w określone miejsca świata na wakacje lub podróż życia? Bo tam nic ciekawego, wielkiego i zachwycającego nie ma. No chyba że dziura w ziemi zapalona przez szaleńca z przypadku, nie z zaniechania.




