Story of one picture


This blog is dedicated to reflections on leadership, business, and technology.
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing
Podcast available at:

Gospodarka rynkowa vs. planowa

Gospodarka rynkowa vs. planowa

Monday, September 21, 2026

by Aleksander Poniewierski, APConsulting

Czytam dzisiaj w Wyborcza.biz taki nagłówek:

„Chodzi o to, żeby państwo kupowało świadomie i żeby jego pieniądze budowały wartość, która zostaje w kraju. Specustawa „pod Gigafabrykę” nie zmieni tego, czy ona powstanie, czy nie. Natomiast specustawa pod wsparcie polskich firm pomoże im także niezależnie od tego, czy będziemy mieli u siebie Gigafabrykę AI”.

Przez ostatnie 30 lat walczyliśmy o gospodarkę wolnorynkową. Tak, wiem, Big Techy zdominowały przestrzeń cyfrową. Niemieckie i azjatyckie auta na ulicach, a argentyńska i brazylijska soja na paszę. Tylko że możemy zaklinać rzeczywistość i wprowadzać specustawy, a i tak nie zmienimy w rok tego, co opłaca się konsumentom.

Państwo musi ustalić, co racjonalnie jest i ma być jego strategiczną pozycją rynkową. Państwo musi edukować przez lata obywateli, aby kultywowali patriotyzm lokalnego produktu ponad importowany. Przykładów jest wiele.

Nasze państwo przez lata wymuszało (np. przez ustawę o zamówieniach publicznych) kult najtańszej oferty. Więc nawet do głowy nikomu nie przyjdzie, aby kupić lokalne, droższe (i czasem lepsze) niż globalne, tańsze (i czasem też lepsze).

Jak to powiedział kiedyś jeden z prezesów spółki Skarbu Państwa:

„Jak kupię od Amerykanów standard, to nikt mi się do tyłka nie dobierze. Jak kupię lokalne, to będę na całego wspierał PKP, jeżdżąc na przesłuchania do prokuratury po odległych zakątkach kraju”.

Bardzo popieram wspieranie polskiej gospodarki. Polskiej myśli technologicznej. Ale nie popieram populistycznego gadania: teraz kupujemy nasze (mimo że go jeszcze nie mamy).

Budowanie popytu i podaży to długi proces. Kiedyś obserwowałem, jak różne kraje na świecie wspierały koncept przemysłu 4.0. U nas dotacje na tworzenie innowacyjnych rozwiązań, dofinansowywanie z pieniędzy unijnych. Większość przepalana na zarządzanie projektami i mrzonki o wielkości.

A gdzie indziej (łatwo znaleźć gdzie) ulgi podatkowe. Jak zachodnie, to 30%, a jak udane wdrożenie na krajowym rynku, to 80%. Ale po wdrożeniu, przy zapewnieniu trwałości.

Trzeba rozumieć (dobrze rozumieć), gdzie jest wartość w nowoczesnej technologii (szybko starzejącej się). A rozumieją to bardzo dobrze telekomy. Płaciły za licencje, inwestowały w infrastrukturę i jak już zrobiły pokrycie 99% kraju, to przyszły Facebooki i inne aplikacje. I się okazuje, że telekomy ledwo marżę wyciskają, a aplikacyjni giganci nie wiedzą, co z gotówką robić.

Może ktoś wytłumaczy tym „szamanom dobrej nowiny”, że moc obliczeniowa nie jest tożsama z mocą elektrowni. Że pomiędzy prądem w kablu, nadającym się do bezpośredniej konsumpcji, a mocą obliczeniową, wymagającą dodania wartości dodanej, jest jednak różnica.

Inaczej nakłonimy wielu do stawiania budynków i kupowania kart, którzy zostaną ze swoją inwestycją bez konsumpcji i będą latali po świecie i sprzedawali zagranicznym, aby ci, po nałożeniu własnego stosu, odsprzedawali z naklejką „Made in Poland”.

 

No comments yet
Search