Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

Era robotów nadchodzi
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Zaczęło się. Jak grzyby po deszczu pojawiają się wpisy, komentarze dotyczące robotów humanoidalnych. W większości wschodniej produkcji, człekokształtne i całkiem sprawne urządzenia zagościły pod strzechami.
Są wszędzie, w sejmie, szkołach, na wiecach politycznych, na konferencjach, sympozjach oraz rozdaniach nagród gospodarczych.
Czy to jest moda, czy może jaskółka wieszcząca nową, piątą rewolucję przemysłową?
Dla przypomnienia: pierwsza rewolucja dała człowiekowi możliwość użycia siły większej niż jego mięśnie i zwierzęta, które udomowił. Druga zrewolucjonizowała transport i komunikację. Trzecia dała możliwość dokonywania superszybkich i wielkich obliczeń. Czwarta (w której jesteśmy) to rozszerzenie sensoryczne i predykcja przyszłych zdarzeń. Piąta da nam połączenie cyber-fizycznego systemu (digital twin) z autonomicznym, robotycznym ciałem.
To jest bardzo logiczne i niezaskakujące. Dokładnie do tego dążymy. Nowy biznes potrzebuje skali autonomicznego pracownika, a pole bitwy - autonomicznego żołnierza. Zresztą pewna analogia może być skopiowana z ostatnich wojen światowych. Pierwszą wygrywały czołgi, drugą samoloty. Przez 100 lat prymat był zarezerwowany dla rakiet z napędem odrzutowym, a ostatnie lata to bezzałogowe drony.
Czy więc czeka nas SKYNET? Pewnie tak. W przeciągu 15–20 lat dramatycznie zmniejszy się chęć inwestowania w zawody wymagające intelektualnego kunsztu. Wzmocni się pozycja zawodów fizycznych. Te z kolei będą rychło zastąpione humanoidalnymi, tanimi i oferowanymi w modelu „as a service” hordami robotów. Płaca gwarantowana będzie nośnikiem poparcia politycznego, a enklawy na wzór NOEM pojawią się w trzech głównych lokalizacjach dobrobytu na świecie.
Ziści się scenariusz z książek i filmów science fiction. W XXII wieku GDP per capita nie będzie określało wielkości ekonomicznej państwa, lecz proporcję autonomiczności do pracy fizycznej. FungAI (termin z mojej książki) przejmie rolę utylizatora śmieci na świecie, a polityka, ekonomia i biznes zmieszają się w skoncentrowany syndykat działający ponad podziałami państw.
I wtedy się obudziłem. Zlany potem. Otworzyłem X i odetchnąłem z ulgą. Są posty, że w Kostrzynie to, a w Dallas owo. Że jedni ukrywają w swoich szeregach PDF, a inni to za nic mają pracujących. Że w „Hotelu Paradise” Ania miała zły dzień, bo smoothie z banana i marakui nie było chłodne i że prowadząca się zezłościła na nowego członka drużyny. Jakiś propagator wiedzy i nauki dziękuje swojemu sponsorowi za wizjonerstwo, a komentatorzy polityczni okładają obelgami prezydenta Ukrainy, że się ośmielił sprzedać wiedzę nabytą na wojnie krajom z Zatoki Perskiej.
Jest normalnie. Idę na spacer.




