Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

Dozowanie radości
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Kiedyś zapytałem swojego przyjaciela, czy warto żyć marzeniami. Odpowiedź była prosta - tak. Marzenia dają nam siłę. Pozwalają wyznaczyć sobie cele, te przyjemne, te do których dążymy. Jest znane powiedzenie, że planowanie wycieczki jest procesem najprzyjemniejszym z całego wyjazdu.
A co, jak marzenia się spełniają? Znalazłem na to własną receptę - ale może wyniosłem to ze środowiska, w którym się wychowałem, i mówię tu o firmie, nie rodzinie. Jak planuję wyjazd czy osiągnięcie jakiegoś celu, dużo czytam, zdobywam wiedzę, oglądam YouTube, słowem - przygotowuję się. Celebruję osiągnięcie celu, ale już planuję kolejny. Marzenia są jak stacje kolejowe, zawsze powinna być następna.
Liderzy w dużych korporacjach mają narzucony i często wyuczony sposób wyznaczania sobie celów. Kwartalne czy roczne cele sprzedażowe, konwersja pipeline na wygrane projekty, osiągnięcie celów sprzedażowych, zakończona konferencją. Taka monotonia. Po pewnym czasie stajemy się wyrafinowanymi graczami i potrafimy naginać rzeczywistość. Mimo że mamy możliwość znacznie przewyższyć cele, wiemy, że w kolejnym okresie "gra" powtórzy się ponownie, więc przenosimy wygrane na kolejny okres, aby nie zaczynać od zera.
Ta gra jest przejrzysta i oczywista dla doświadczonych, ale dla młodych liderów jest niezrozumiała. Mówi się, że korporacja uczy zachowań korporacyjnych. I to jest świetny tego przykład. Problem jest w tym, że przenosimy te przyzwyczajenia na grunt prywatny. Dozowanie radości. Mogłaby być wielka, ale sami ją ograniczamy - podświadomie - aby dozować sobie przyjemność i zostawić coś na kolejną okazję. Tak robiłem przez 30 lat.
Od kilku miesięcy uczę się działać trochę inaczej. Mówię uczę się, bo nie jest to proste. Czy można się cieszyć chwilą w pełni? Czy można po prostu oddać się chwili i czerpać z niej w pełni bez intuicyjnego "chomikowania"? Tak, jest to możliwe. Daję przykład. Gdy organizowałem wyjazdy z przyjaciółmi czy rodziną w odległe miejsce, schemat był zawsze taki sam. Lecimy 15 godzin na inny kontynent. Mamy tam być 2 tygodnie, więc maksymalnie intensywnie spędzamy ten czas. Wybieramy jeden obszar (oczywiście coś musi zostać na później) na przykład zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych i co 2 dni jesteśmy w innym miejscu. Przeloty lub przejazdy zabierają połowę czasu. Ale widzimy dużo. Teraz staram się być w jednym miejscu i na spokojnie poczuć życie. Tydzień w jednym mieście, na jednej wyspie. Ale przecież co tam jest do robienia przez tydzień? Ano jest. Nie trzeba skakać po stole jak piłeczka pingpongowa. Można wolniej i doświadczać. Poznać ludzi, poznać miejsca, żyć chwilą.
Najtrudniejsze w życiu to oduczać się nawyków. Najtrudniej jest zmienić własne przyzwyczajenia. Najtrudniej jest przekonać swoje otoczenie, że można rzeczy robić inaczej. W przypadku mojej opowieści - czerpać radość ze swoich marzeń.
Zdjęcie zrobione w Arizonie w 2007 roku. Ciężko jest pogodzić zrobienie dobrego zdjęcia na zachód słońca na pustyni, bo trzeba wracać do hotelu późno w nocy. Dlatego wiele zdjęć, jakie mamy z tych miejsc, jest w południe, kiedy nie ma magii miejsca ale jest poczucie ze miejsce zostało "zaliczone".
Dedykuję je wszystkim liderom, którzy zamiast czerpać radość, działają na zasadzie "tick the box".




