Story of one picture


This blog is dedicated to reflections on leadership, business, and technology.
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing
Podcast available at:

"Dojrzały" to jest gotowy ... (esp. Maduro)

"Dojrzały" to jest gotowy ... (esp. Maduro)

Thursday, January 8, 2026

by Aleksander Poniewierski, APConsulting

Wróciłem z Brazylii. Kraj wielki. Można by powiedzieć samowystarczalny. Kto był, wie, że jest specyficzny. Mieszkańcy Południowej Ameryki nie lubią Brazylijczyków. Twierdzą, że są oni pyszni, zarozumiali i generalnie nieprzyjaźni.

Brazylia jest specyficzna. Wielkie dysproporcje społeczne. Na jednej ulicy Rio, Recife czy São Paulo przed sklepami Diora i LV stoją samochody za kilka milionów dolarów, a już za rogiem, pomiędzy słupami na przejściu dla pieszych, rozciągnięta jest stalowa linka czekająca na ścięcie głowy motocyklisty. Dosłownie. Z tego powodu większość motocyklistów (których jest bardzo dużo) na kierownicy ma przyczepioną antenkę z haczykiem. Nawet policyjne patrole używają takiego systemu bezpieczeństwa.

Usługi cyfrowe są tam bardzo rozwinięte. Poza brazylijską wersją KSeF-a czy Blika, zwanego tu PIX, można większość spraw załatwić cyfrowo. Łącznie z usługami notarialnymi. Asystenci AI pojawiają się na każdym kroku. W usługach bankowych warstwa agentic staje się normą. Mają nawet systemy samorozwoju osobistego i „teleporady” psychiatryczne.

Krajem rządzi prezydent Lula, który spędził w więzieniu 19 miesięcy za zarzuty korupcyjne. Po wyroku Sądu Najwyższego został zwolniony. Po objęciu ponownie urzędu doprowadził do skazania swojego rywala i ustępującego prezydenta Bolsonaro na 27 lat więzienia za nawoływanie do przewrotu stanu. Istny cyrk. Obywatele są podzieleni niemal 50/50. Ale to już światowy standard.

Brazylijczycy bardzo sobie cenią niezależność. Kochają niezależność. W zasadzie nie można się tam porozumieć inaczej niż po portugalsku. Ich specyficzne preferencje smakowe powodują, że lody są niezjadliwe dla Europejczyków. Są mdłe.

W bardzo specyficzny sposób Brazylijczycy doceniają władzę. Poza tolerancją dla zachowań „nieczystych” uznają siłę przywództwa. Lider musi być silny. Nieważne, jak gra. Musi być zwycięzcą. Co ciekawe, w pamięci Brazylijczyków pozytywną postacią jest Napoleon Bonaparte. Pośrednio za jego sprawą wygnany z Portugalii król Jan VI wraz z rodziną przeniósł się do Brazylii, dając de facto jej niepodległość w 1822 roku.

I mimo że Brazylia nie jest sojusznikiem militarnym USA, i nawet gospodarczo z miesiąca na miesiąc stara się uniezależnić od silnego partnera (patrz BRICS), z podziwem oceniają akcję zerwania „dojrzałego” owocu w Wenezueli. Można by powiedzieć, że brawurowa akcja spodobała się społeczeństwu. Od kilku lat Brazylia borykała się z kryzysem uchodźców z Wenezueli, podobnie jak inne kraje regionu. Liczą więc teraz, że wraz z nastaniem nowych porządków rząd przestanie wspierać finansowo (socjalnie) uchodźców i przeznaczy te fundusze dla własnych obywateli.

Hiszpanie mieli swoją korridę. W Ameryce Południowej budowali areny. Portugalczycy przywieźli do Brazylii zabawę w tłustą świnię. W skrócie polegała ona na tym, że małego prosiaczka nacierano olejem, a rozbawiona grupka dzieci starała się ją złapać. Bez szabel, patosu i odświętnie ubranych pań ze sfer wyższych. Kij, trawa i błoto. Jak łatwo się domyślić, to, co dla jednych było zabawą (mówię o dzieciach), było okrucieństwem dla ofiary (prosiaczka). Dzisiaj zabawa nie jest praktykowana. Pozostały jedynie pomniki wspominające historię i sentyment do minionych lat oraz pewne powiedzenie… świni nie złapiesz, chyba że kamieniem.

W całym regionie po akcji USA wstrzymano oddech. Od najbliższych miesięcy będzie zależał dalszy sentyment do ocieplania stosunków z Chinami lub radykalny powrót do szorstkiej przyjaźni z USA. Ewidentnie widać kamień w ręce.

 

No comments yet
Search