Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

Do wszystkiego, do niczego
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
Nasze przygotowania do wyprawy w Himalaje i Azji Południowo-Wschodniej trwają w najlepsze. Odwiedzimy trzy zupełnie różne klimatycznie strefy podczas miesięcznej podróży. Dżungle Nepalu (tak, Teraj w Nepalu jest dżunglą), Himalaje, łącznie z podjazdem pod Mount Everest, a potem upały Tajlandii i Laosu.
Przewyższenia też będą kosmiczne. W ciągu 3 dni o 5000 metrów. I teraz wyobraźcie sobie, że macie jakieś 50 litrów, no może 70 litrów bagażu, który możecie zabrać. Do tego to, co włożycie na siebie. Temperatury od 30+ przez -5, a potem znowu 30+. No i ten deszcz i wiatr, który może pojawić się znikąd.
Jeszcze dwa lata temu powiedziałbym: kupię najdroższe i najbardziej wypasione wdzianka i buty i będzie wszystko OK. Ale niestety tak nie jest. Jazda na cebulkę też nie jest dobrym pomysłem (nie zawsze jest dobrym pomysłem). Doświadczeni motocykliści wyprawowi mówią: „Weź minimum rzeczy, najwyżej dokupisz”. I jest to jakiś pomysł, ale akurat w tych regionach może nie być to takie proste.
Nie ma jednego uniwersalnego pomysłu na wszystko. Niby jest to oczywiste, ale zawsze popełniamy te same błędy… w kółko. Odkrywamy nowy obszar biznesowy czy codziennej działalności i staramy się dobrać rozwiązania uniwersalne. Dążymy do zaspokojenia wszystkich potrzeb, nawet tych skrajnych, godząc się na półśrodki.
Specjalizacja jest kosztowna. I na przekór losowi szybko okazuje się, że potrzebujesz akurat takiego narzędzia, którego nie masz w zestawie. Takie prawo Murphy’ego i zasady Pareto połączone w jedno.
Więc jak sobie z tym radzić? No, mądre głowy przez lata rozwoju biznesu wypracowały zasady wyliczania prawdopodobieństwa i zarządzania ryzykiem. W wielkich firmach to podstawa działania. Szacowanie zagrożeń, ich wpływu i konsekwencji. Zarządzanie ryzykiem to też ćwiczenie symulacji tego, co może się stać i jak bardzo będzie „bolało” nieprzygotowanie lub złe dopasowanie. Jako że jestem doktorem od ryzyka, stosuję różne metody dla swoich prywatnych potrzeb.
Czy jeżeli będę ubrany ciepło, to bardziej zaboli mnie jazda w upale, czy może lepiej ubrać się przewiewnie i marznąć? Ile dni w takiej, a ile w skrajnie innej temperaturze może się zdarzyć? I w końcu decyzja. Albo akceptuję ryzyko, albo minimalizuję skutki. Albo się zabezpieczam, albo unikam zagrożeń.
Życie jest jak biznes lub biznes jest jak życie. I tu dochodzimy do fajnego spostrzeżenia. Na tę wyprawę (pierwszą długą) jedzie z nami moja żona. Nie ma doświadczenia. Nie wie, jak to jest. I mimo że jest to bardzo mądra i koncyliacyjna kobieta, ma własne przekonania i opinie. Nigdy nie była, ale wie lepiej.
Jak w biznesie. Może być najlepszy doradca, ale klient czasem wie lepiej. Bierze na logikę i wyczucie rzeczy, które logiczne nie są. Często słyszę: „My jesteśmy specyficzni”, „Damy radę”, „Oj tam, oj tam”. W życiu jest dokładnie tak samo. Nowa technologia dodała jeszcze do naszego życia narzędzie… wygoglowanie, a teraz wyczatowanie. I wiecie, wiara w to, co mówi „sztuczna inteligencja”, jest tak wielka, że walka na argumenty „z doświadczenia” nie ma sensu. Co ja robię? Screenshoty, aby w odpowiednim momencie pokazać, kto tu miał rację.




