Story of one picture


This blog is dedicated to reflections on leadership, business, and technology.
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing
Podcast available at:

Czarny Piątek

Czarny Piątek

Tuesday, November 25, 2025

by Aleksander Poniewierski, APConsulting

Dzień po „indyku”, czyli Święcie Dziękczynienia, w latach 50. w Stanach Zjednoczonych był istnym szaleństwem. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o kolory :) Oczywiście o kolor zielony. Ustanowione przez Lincolna Święto Dziękczynienia w 1863 r. miało spowodować zbliżenie się rodzin. Obawiano się, że wraz z rozwojem przemysłu, kiedy to dzieci zamiast pozostać na roli wyjeżdżały do wielkich miast, stracą kontakt z rodziną. Pojawiały się wówczas głosy, że rewolucja przemysłowa odbiera rodzicom dzieci, a dzieciom rodzinę. Podobnie jak dziś internet i media społecznościowe (sic).

W Filadelfii, Chicago i Nowym Jorku dzień po rodzinnym obiedzie całe rodziny, zachęcane obniżkami w sklepach, kręciły się po miejscowych butikach. Świadomi tego trendu sklepikarze w wielkim szale zmieniali ceny towarów na witrynach, przekreślając czerwoną farbą starą cenę i wstawiając nową. Ciekawostką jest, że w rachunkowości czy we wszystkim znanym Excelu cyfry dodatnie są czarne, a ujemne czerwone. Taka pozostałość mody na psychologię liczb.

Raportowane przez policję liczne incydenty związane z kradzieżami kieszonkowymi i wyłudzeniami przypisywane były roli szatana w ten dzień. Bo to on szeptał do ucha, aby wydawać, a wykolejonym aby okradać. Aby nie wprowadzać zamętu, zakazane było reklamowanie czegokolwiek w kolorze zielonym. Nie było to prawo federalne, ale taki uczynek był traktowany jako wyłamanie się z reguł etycznego handlu lub co najmniej faux pas.

W latach osiemdziesiątych, wraz z rozkwitem masowego marketingu, ulicznych reklam i promowania reaganowskiego „odnowienia”, wykreowano koncepcję czarnego tygodnia, a następnie sezonowych wyprzedaży. W latach dziewięćdziesiątych ta moda była tak wpojona w rytm zakupów, że wiele rodzin czekało miesiącami i powstrzymywało się od zakupów, aby trafić okazję. Wielkie sieci handlowe miewały okresy, w których przestój w handlu był tak duży, że zamykano sklepy, by następnie zatrudniać ponownie sprzedawców w zdwojonej lub potrojonej liczbie w listopadzie. A problem był na tyle istotny, że postanowiono przekonywać wróżbitów i redakcje horoskopów w lokalnych gazetach, aby celowo preparowały przepowiednie mówiące o tym, że „nie musisz czekać do Black Friday, bo trafisz okazję już teraz”.

Zakupy w internecie oraz regulacje nakazujące pokazywanie najniższej ceny z ostatnich 90, 60 lub 30 dni ograniczają dziś wielkie przekręty szaleństwa listopadowego piątku. Czarny Piątek nie kojarzy się już z korkami na ulicach miast, ale wciąż jest bardzo mocno zakorzeniony w kulturze amerykańskiej i, jak wiemy, nie tylko amerykańskiej.

Wiele lat temu, kiedy byłem pierwszy lub drugi raz w Ameryce (a było to dawno), trafiłem na szał Czarnego Piątku, takiego jeszcze niezmienionego przez zakupy online. I wspominam to bardzo fajnie. Nie wiem, czy było taniej, ale na pewno miałem przekonanie, że udało mi się złapać okazję. Kilka lub kilkanaście lat później znowu byłem w USA w czasie zakupowego szaleństwa. Miałem wtedy fazę na broń (strzelałem sportowo) i udałem się do sklepu z bronią w Teksasie. Połączono w ten dzień trzy kultowe reguły sprzedaży: Black Friday, BOGO (buy one, get one) i 0% credit. Ze sklepu wychodzili obładowani bronią myśliwi, ich żony i dzieci. To się nazywa mobilizacja.

Udanych zakupow.

 

No comments yet
Search