Story of one picture
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing

Atak immunologiczny, czyli samozaoranie.
by Aleksander Poniewierski, APConsulting
No to się wylało. Platformy, z których korzystamy, to samo zło. Nie zostawiają na nich suchej nitki prawie nikt. Jedynie ci biedni pracownicy muszą jakoś to znieść i pracować w tych Metach, X-ach czy TikTokach.
Oczywiście wszyscy dalej z nich korzystają. Taki syndrom sztokholmski, tylko wirtualnej ofiary. I dalej mają włączoną monetyzację na posty, dalej śledzą statystyki i rankingi. Ale może to i dobrze, bo inaczej kto by się dowiedział o ich frustracji.
Ekspertów też się trochę narobiło. Psycholodzy, socjolodzy, antropolodzy zgodnym chórem podkreślają negatywną stronę platform. Ale nie przeszkadza im, że rolkę obok pokazują swoją rodzinę i psa. Nie przeszkadza im, że zdjęcie parę wpisów wcześniej jest tagowane kontami ich dzieci. Oj, czyli ich dzieci też mają platformę. Na pewno w bardzo sprytny sposób założyła się im sama.
Rodzice zakładają konta swoim dzieciom. No, nie wszyscy oczywiście. Ale znam co najmniej kilka przypadków. I jak oni to robią? Ano zakładają fikcyjne konto na Gmailu. Potem podają fikcyjną datę urodzin. I już prawie wszystko się zgadza. I można YouTube'a używać, Instagram i co jeszcze tam się chce. No bo przecież nie chodzi o to, że niebezpieczne czy co. Chodzi, aby można było być w sieci, bo jak cię nie ma, to nie istniejesz. A taki WhatsApp jak się przydaje na co dzień. Do kontaktu. A bo dlaczego nie? Za darmo i nie trzeba za połączenia płacić za granicą.
Ale do brzegu. W tym właśnie oszukiwaniu platformy leży pewien problem. Niedawno jeden z bardzo fajnych dziennikarzy zgłosił na platformach, że ktoś mu ukradł konto na X. Miał je od kilkunastu lat. Zdobył 40 tys. obserwujących. I ktoś ukradł. Bardzo mu współczuję (serio, bo na tym koncie jakieś parszywe treści ktoś publikuje). I ów dziennikarz nic z tym nie może zrobić. Nawet NASK i policja są bezradne. A dlaczego?
Pan dziennikarz nie może udowodnić, że on to on. I nie chodzi tu o automatyczne boty (chociaż słyszałem już pewną teorię, że nie ma ludzi w procesie, a Digital Act wymaga ludzi do obsługi). Ludzie są. Problem polega na tym (poza brakiem 2FA), że dane, na jakie jest konto, nie są danymi z ID owego dziennikarza. 15 lat lub więcej temu założył konto, wpisał jakąś datę urodzin (bo prywatność i niedobrze, aby wszyscy widzieli) i jakiś e-mail i wymyślony adres. E-mail już nie działa lub był kompletnie z czapy. A jak podaje swoje prawdziwe dane, to nie zgadzają się z tym, co jest w systemie. Więc wniosek - jak nie mogę odzyskać, niech zamkną. Ale na jakiej podstawie mają zamknąć? Mogą „zbanować” i banują. Mogą przyjąć polling użytkowników, że treści niefajne i że tysiące twierdzą, że on by tak nie zrobił. Ale system immunologiczny platformy broni się przed właścicielem i to skutecznie. Pewnie za jakiś czas będąc konsekwentnym ktoś spędzi kilka kwadransów i zamknie konto.
Chcieliśmy darmowego dostępu. Mamy. Chcieliśmy samoobsługi. Mamy. Po latach wychodzi, że to my nie działaliśmy zgodnie z deklaracjami i ponosimy tego konsekwencje. Oj, jak wiele ja mam pozakładanych kont na lewe dane, nieprawdziwe daty urodzenia, bo potrzebowałem założyć, sprawdzić i zapomnieć. Ale jak „zagrało”, to nikt mi nie powiedział, że warto może odświeżyć czy podać prawdziwe dane.
Aby dobić gwoździa, to dodam, że większość z nas za 5 złotych zgadza się na samoobsługę przez apkę, za 2 złote oszczędności (no i ekologiczną misję) nie otrzymywać korespondencji, a gdy coś się dzieje, to wielkie zdziwienie? Zróbmy rachunek sumienia, a nie walmy w ciemno populistycznych komentarzy o tym, jak to platformy to zło wcielone. Perspektywa jest ważna. Czasem trąba czasem ... ogon.




