Story of one picture


This blog is dedicated to reflections on leadership, business, and technology.
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing
Podcast available at:

Analogowa Transformacja

Analogowa Transformacja

Saturday, March 21, 2026

by Aleksander Poniewierski, APConsulting

Wróciliśmy z moją żoną szczęśliwie z wyprawy po Maroku. Motocyklowej. Dla mojej żony był to pierwszy wyjazd (dłuższy niz 200 km) od momentu zdania prawa jazdy. Było wszystko: -3 stopnie w śniegu, grad, deszcz, mgła, burza piaskowa, błoto, upał i marokańskie korki (jak można je tak nazywać). Były wywrotki i kilka serii wiązanek pod kierunkiem wszystkich i wszystkiego dookoła. Ale to już jest nasz narodowy sport. A o tym właśnie ta opowieść. Znaczy nie o bluzgach, lecz o sposobie spędzania wolnego czasu i podejmowaniu wyzwań.

W większości przypadków (bo nie zawsze) wraz z wiekiem stajemy się coraz mniej skłonni do podejmowania ryzyka. Dla większości ludzi nieakceptowalne, a wręcz niewyobrażalne jest, aby nauczyć się jeździć na motocyklu i pojechać na wyprawę. Średniej jakości drogi, niezrównoważeni psychicznie kierowcy i sytuacje, które mogą nas zaskoczyć, wyrastają z każdą minutą jak grzyby po deszczu. Można powiedzieć, że to brak rozwagi lub zdrowego rozsądku.

Partnerzy w życiu, tak jak w biznesie, podejmują ryzyko. Dopiero wtedy osiągają (lub nie) sukces. Ta gra słowna nie jest tu bez przyczyny. Bo pytanie brzmi: co jest do zyskania, a co do stracenia? Na przykład na takim motocyklu można odnieść kontuzję lub poważnie się zranić. Ale można też w niezwykły sposób oglądać świat, poznawać świetnych ludzi, z którymi na co dzień nie masz możliwości spędzić tak wiele czasu.

Zamykamy się w naszych kokonach. Wąskie grupy znajomych, znane i bezpieczne miejsca, przewidywalne zajęcia. Ale prawda jest taka, że chcemy podświadomie zmiany. Chcemy, aby dopadł nas ten młodzieńczy dreszczyk emocji odkrywania nowego, nieznanego. Adrenalina i endorfiny. Udowadnianie sobie, że jeszcze mogę lub już mogę. Bo dlaczego by nie?

Jadąc kilkaset kilometrów spokojnym tempem, nie rozmawiamy o trendach technologicznych, polityce czy kursach złota. Delikatna muzyka w tle interkomu i rozmowy o tym, co czujemy, co widzimy, oraz wzajemna wymiana dostrzeganych szczegółów trasy.

Mamy asekurację. Wyprawa jest doskonale zaplanowana. Można powiedzieć – prowadzą nas zawodowcy. To jest ważny element każdej transformacji lub projektu. Bez wsparcia doświadczonego przewodnika można pobłądzić lub narobić sobie problemów. Chodzi o to, aby czuć się bezpiecznie.

Każdego dnia pytałem moją żonę, jak jej się podoba. Amplituda emocji była, jak to w życiu, zmienna. Od euforii, przez dni załamania, aż po stabilizację. Pod koniec wyjazdu nasz mózg wyciąga średnią ze wspomnień i waży je. Analizuje wszystkie pozytywy i negatywy. Zapamiętuje te skrajne, wywołujące największe emocje. Można to zauważyć, przeglądając zdjęcia, które robiliśmy jeszcze kilka dni temu. Kojarzyły się z jakimiś konkretnymi faktami: „to było, jak strasznie wiało”, „a to tam po upadku”, „tam było kiepsko, bo nie mieli wina”.

Jeszcze przez kilka dni wspomnienie będzie żywe. Wiemy, co trzeba dokupić na następny wyjazd i czego absolutnie już nie zabierać. Apetyt na kolejne wyprawy jest coraz większy. Plany i wyobraźnia rysują scenariusz. A scenariusz wymusza inwestycje. Od poniedziałku trening kondycyjny, dieta i kursy doszkalające, tak aby kolejna wyprawa dała jeszcze więcej przyjemności i satysfakcji robienia tego, co wydaje się niemożliwe. Niemożliwe ... no to zobaczymy:)

No comments yet
Search