Story of one picture


This blog is dedicated to reflections on leadership, business, and technology.
Each story is complemented with photographs, which are worth a thousand words.
Enjoy reading and hearing
Podcast available at:

7 – Nie kradnij…

7 – Nie kradnij…

Saturday, March 2, 2024

by Aleksander Poniewierski, APConsulting

Droga na skróty. Istnieje bardzo cienka granica między kradzieżą a inspiracją. W świecie mediów cyfrowych nie ma jeszcze wytworzonego i zaakceptowanego mechanizmu pozwalającego na ochronę własności intelektualnej. A jak to jest poważny problem, przekonujemy się, śledząc debatę na temat „korupcji późnego kapitalizmu”, czyli bezlitosnego używania treści przez modele LLM. Pod połowie 2023 roku Mona Awad i amerykański pisarz Paul Tremblay złożyli pozwy w sądzie federalnym w San Francisco przeciwko twórcy ChatGPT za bezprawne używanie ich utworów przez model. Tego typu sprawy pojawiają się na całym świecie. NYT dokonał estymacji, ile spośród ich treści można odnaleźć, konwersując z botem. Okazuje się, że pozwy mogą sięgać miliardów dolarów odszkodowania. I zapewne będzie w tych sprawach ugoda i coraz częściej będziemy widzieli odnośniki do źródeł. Pewnie powstanie bardzo szybko system rozliczenia tantiem na wzór platform streamingowych i sprawa ucichnie. Jednak problem, jaki tu się ujawnił, jest o wiele szerszy i głębszy.

W latach ’80 i ’90 minionego wieku, kiedy internet raczkował i równocześnie rozwinęła się bardzo mocno turystyka kulinarna, powstał koncept pisania książek kucharskich i zakładania restauracji z egzotycznych rejonów świata. Polegał on, w wielkim skrócie, na wyprawie do dalekiego (zazwyczaj wschodniego kraju), spisywaniu przepisów na potrawy i wydawania poradników kulinarnych oraz książek o tej tematyce. Poza enklawami imigrantów w wielkich miastach, tworzących od XIX wieku małe Italie, Chinatown lub Vietnam City, gdzie można było rozkoszować się tanim i oryginalnym jedzeniem w restauracyjkach prowadzonych przez kolejne pokolenia, zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu lokale regionalne. Nikt nie widział w tym procederze niczego złego. Jedynie nieliczne gazety zadawały pytania, czy jest to proces etyczny czy nie.

Świat się zmienił, granice zniknęły dzięki upowszechnieniu się transportu i znacznej redukcji cen. Rynek wymieszał oryginały z adaptowanymi do gustów lokalnych społeczności recepturami. Świetnym przykładem są potrawy kuchni chińskiej, które mogliśmy spożywać w tych latach w małych barach czy na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. Egzotyczne nazwy potraw były rozpoznawane wśród Polaków. Jakim wielkim zdziwieniem było zamówienie ich podczas wycieczki do Chin lub Wietnamu. Nie dość, że nie przypominały smakiem nawet w najmniejszym stopniu tych ze stolicy, to wyglądały zupełnie inaczej.

I tu tkwi tajemnica przetwarzania informacji. Wielu firmom wmówiono, że ich dane mają wartość. Wmówiono im, że muszą zapewnić, że dane nie opuszczą kraju, że zostaną zwrócone po przetwarzaniu. Co więcej, w umowach widnieją jasne zapisy konstytuujące te działania. Ale to nie w danych tkwi wartość. Pierwsza wartość pochodzi z informacji, czyli połączenia danych z ich kontekstem. Informacja jest stanem przejściowym do prawdziwej wartości, czyli wiedzy. Wiedza, w tym znaczeniu, jest nazywana „informacją w akcji”. Swoim studentom daję następujący przykład obrazujący ten proces. Kiedy mamy odczyty temperatury pacjentów na sali w szpitalu, mówimy o danych. Kiedy tę informację korelujemy z kontekstem, że 40 stopni Celsjusza to wysoka gorączka, posiadamy informacje, że określeni pacjenci mają wysoką gorączkę, a jeżeli wiemy, do czego ona prowadzi, to posiadamy wiedzę. I właśnie ta wiedza, z dużej próbki potwierdzona i wyselekcjonowana, ma prawdziwą wartość. Wówczas możemy skasować wszystkie dane (nie potrzebujemy ich), ale dalej posiadamy wiedzę. Ale do kogo ona należy?

To, jak i wiele innych zagadnień z zakresu etyki i prawa, jest dziś podstawą dyskusji o rozwoju AI. Nie możemy dać się zwieść, że rozwój modeli i technologii potrzebuje ofiar, w naszym przypadku dawców danych. Nie możemy ograbiać twórców lub dawać im głodowych wynagrodzeń. Nie możemy w końcu przejść nad porządkiem dziennym do udostępnienia danych, np. z rejestrów państwowych (danych obywateli), dla potrzeb zrobienia PoC czy rabatu na chmurę w zamian za analizę danych.

Zdjęcie zrobiłem w Birmie w 2012 roku. Wystawiłem je na portal fotograficzny. Popełniłem błąd, było w wysokiej rozdzielczości. Od tego czasu jest ono nagminnie kradzione. Pojawia się w sprzedaży w wielu galeriach oraz wielkich sklepach jak Walmart. Już się poddałem i nie piszę listów z prośbą o usunięcie lub zapłatę tantiem. Bo ileż razy można usłyszeć, „oj nie wiedzieliśmy, że to czyjeś zdjęcie. Przepraszamy i wycofujemy ze sprzedaży.” Po czym pojawia się za miesiąc tym razem opatrzone nazwiskiem autora.

Dedykuję je wszystkim, którzy dbają o bezpieczeństwo danych, ale nie interesują się tym, kto czerpie zyski z informacji i wiedzy z nich pochodzących.

No comments yet
Search